Uwaga: chroń się sam! Co trzeci kleszcz może przynieść życiową tragedię.
Data dodania: 17-06-2016
Wątpliwa przygoda z kleszczami.
Zacznę od typowych doświadczeń z jakimi mamy zwykle do czynienia – pisze forumowiczka na www.portal.abczdrowie.pl: „ Jest tyle kleszczy, że leżąc na plaży piaszczystej (najbliższe drzewo 200 m) też złapałam kleszcza. Nigdy jeszcze tyle nie było, zauważyłam że od min 10 lat to jest plaga. Kiedyś szło się na spacer do lasu (były opryski) i może spadł na odzież jeden kleszcz. Teraz poszłam na grzyby do miejskiego lasu i z ubrania spadło mi sześć kleszczy a z psa 4 = 10 boje się wchodzić do lasu”.
Zagrożenie jest i to na wielką skalę, i to nie tylko w Polsce. Nie odczarujemy bowiem procesu powiedzmy wprost – inwazji kleszczy, z którym zresztą Państwo Polskie nie ma nic wspólnego (rzekoma skuteczność pryskania kraju chemią). Wysyp kleszczy mamy za sprawą niezwykle krótkich i coraz cieplejszych zim. Stąd też przeżywa znakomita większość populacji tych pajęczaków, gotowych do natychmiastowego rozmnażania się. Następnym, niedocenianym roznosicielem „zarazy” są czworonogi - jeszcze nigdy w Polsce nie mieliśmy takiej populacji psów. Stąd też kleszcze są wszędzie tam gdzie spotkać można ludzi: na każdym skwerku, placu zabaw i plaży - po prostu wszędzie.
Jest jeszcze kwestia rozpoznania objawów chorób odkleszczowych. Czy ktoś słyszał, aby polscy lekarze pierwszego kontaktu byli szkoleni, jak to od kilku lat ma miejsce np. w Niemczech?
Jak chronić się przed kleszczami?
Generalny wniosek: trzeba bardzo mocno zadbać o maksymalną ochronę swojej rodziny i też czworonogów.
Jeśli już ruszamy w miejsca, które z założenia są ostoją dla kleszczy, to trzeba jak najlepiej osłonić się przed tymi groźnymi ukąszeniami. Zadbajmy przede wszystkim o odpowiedni ubiór – długie spodnie, koszulkę z długim rękawem i blokowaniem dostępu od szyji oraz głowy. To też bardzo dokładne oglądanie swojego ciała, zwłaszcza po wyprawie nie tylko do lasu czy do parku, a dzieci również po powrocie z placu zabaw. Szczególną uwagę zwróć na miejsca za kolanami, uszami i w zgięciach łokci, ponieważ ciepło i duża wilgoć to najbardziej odpowiednie środowisko dla tych owadów. Kluczowe jak najszybsze usunięcie kleszcza
Jeśli kleszcz już się wkłuje, nie czekajmy ani chwili natychmiast usuńmy go w niżej opisany sposób i zdezynfekujmy ukąszone miejsce. Jeżeli jednak nie możemy sobie poradzić z usunięciem owada, zwróćmy się o pomoc do specjalisty. Jak najszybsze wyjęcie kleszcza jest kluczowe, ale nie oznacza to że zagrożenia chorobą nie ma. Aby usunąć go samodzielnie pamiętajmy przede wszystkim, aby wyjmować go w całości - nie zgniatać i nie wyrywać części owada. Należy też pamiętać, aby nie smarować owada żadnym tłuszczem, który miałby ułatwić jego wyjęcie. Wszelkie tłuste „smarowidła” powodują włącznie przyspieszenie zakażenia naszego krwioobiegu. Aby poprawnie wyciągnąć intruza przyda się prosty, lecz genialny wynalazek rodem jakby z Dzikiego Zachodu, czyli miniaturowe lasso „w długopisie”. Lasso to idealne rozwiązanie dla laika nieobeznanego z takim wyzwaniem. Można więc działać bezwłocznie i przy odrobinie cierpliwości pozbywamy się kleszcza w całości. http://www.forest-camp.pl/trixie-lasso-do-usuwania-kleszczy-p-49.html
Cierpliwości wymaga zwłaszcza stadium nimfy. Kleszcz w tej fazie jest bardzo trudny do dostrzeżenia na skórze, ale lasso i z ninfą sobie radzi. Przyrząd ten jest bez porównania lepszym rozwiązaniem niż pęseta, która w nieobeznanych rękach spowoduje poważną szkodę, gdyż można pozostawić części kleszcza np. zakleszczoną główkę. Zaczerwienione po ukąszeniu miejsce należy zdezynfekować i obserwować, a w wypadku pojawienia się rumienia - skonsultować z lekarzem. W Stanach Zjednoczonych jest obecnie więcej chorych na boreliozę niż na HIV.
Zarówno odkleszczowe zapalenie mózgu jak i borelioza mają ciężki przebieg. Śmiertelność w obu przypadkach wynosi od 1 do 2 procent. Niski wskaźnik procentowy to w liczbach bezwzględnych bardzo wiele ludzkich tragedii. Liczba chorych ujawnionych poprzez badania laboratoryjnie rośnie lawinowo, po kilkadziesiąt procent rocznie. Część osób dowiaduje się o ciężkiej chorobie dopiero po jej wyjściu „z uśpienia”, nie rzadko po długich latach. Ciężkie przypadki rzadko powodują śmierć, ale wystarczy, że uniemożliwiają normalne funkcjonowanie, pracę, prowadzą do inwalidztwa.